piątek, 31 stycznia 2014

miasto. kamienice a drzewa.




latem w tej części świata domy odpoczywają. otwieramy okna i do wnętrza wpływa zewnętrze; wyrównuje się temperatura oraz ciśnienie. i na odwrót: letnie miesiące wyprowadzają rozleniwionych ludzi, rzeczy, zwierzęta ze środka na podwórka czy ulice. w tym samym czasie drzewa mają do spełnienia napięty plan, by do maksimum wykorzystać wysokie słońce dla własnych, gatunkowych celów.

gdy zimą, zmęczone wykonaną robotą, drzewo próżnuje - dom pracuje najmocniej. chroni przed wilgocią i mrozem; niczym ciepłe palto nie dopuszcza, by nasze ciała oraz nasze rzeczy straciły równowagę, potrzebną dla dobrego życia. a pnie, gałązki i gałęzie - ściśle otulone szadzią - z rezerwą obserwują nerwowe ruchy żywizny oraz wytężony wysiłek ścian, okien i dachów.

na szczęście dla wszystkich lokalnych graczy, można mieć spokojną pewność, że pół roku później - bez względu na wahania rynków, cenę benzyny oraz sympatie polityczne - sytuacja się odwróci. i że na tym nie poprzestanie.

czwartek, 30 stycznia 2014

lizbona i lwów. materie miejskości.




Lizbona i Lwów. oba z regularnym, uporządkowanym przestrzennie centrum, otoczonym dzielnicami ułożonymi na wzgórzach. Lwów, ufundowany na skrzyżowaniu prawosławia z katolicyzmem oraz judaizmem, z elegancką architekturą w palecie żółcieni: od przebielonej cytryny, poprzez nasycone miody, aż po brunatną oliwkę. Lizbona, wznoszona przez białych i czarnych ludzi na bogactwie lokalnym oraz kolonialnym, o ulicach i placach przepełnionych słoneczno-oceanicznym powietrzem oraz o fasadach zdobionych kolorową mozaiką glazurowanych azulejos. zapraszam dziś do IKMu Gdańsk, na kolejne spotkanie ze sobą dwojga miast.

środa, 29 stycznia 2014

warszawa. koks na ulicy.



już mnie tam nie ma.

najżywiej zapamiętałam obraz nieutrwalony, który ujrzałam późnym wieczorem, wysiadając z autobusu przy Placu na Rozdrożu: żarzący się koksownik, a wokół niego przytupująca para z sankami na sznurku oraz z dwójką odmrożonych śnieżną zabawą maluchów... gdy po chwili, wróceni do życia, wsiadali do pospiesznego, ich miejsca zajęły dwa niewielkie psy, które grzały się dobrą minutę, węsząc i biegając dookoła gorącego kręgu, po czym, pokrzepione na ciele i duszy, poleciały dalej w warszawską noc )

moje kilka minut czekania na przesiadkę, starczyło, by moc weszła na powrót w osiem nóg ludzkich oraz osiem nóg zwierzęcych :) medal należy się miastu za reaktywację starego żołnierskiego patentu do walki wszelkiego bożego stworzenia z mrozem!

p. s.  ponoć tu, gdzie jestem teraz, też już mamy koksowniki na ulicach…

wtorek, 28 stycznia 2014

warszawa. miejskie nie-miejsca.




kategoria 'nie-miejsca', ustabilizowana teoretycznie przez Marc'a Auge'a, opisuje przestrzenie zbudowane wokół przepływu i zmienności, odwołujące się do ulubionych motywów Człowieka Nowoczesnego: tymczasowości, wolności, szybkości oraz gloryfikujące kosmopolityzm i brak zakorzenienia w jednym konkretnym miejscu.

natomiast Człowiek Współczesny, kontestując - gdy akurat ma na to ochotę - ową modernistyczną wersję bezdomności, próbuje oswoić 'nie-miejsce': choćby poprzez sztukę, choćby tworząc street-artowe galerie przy dworcach, wzdłuż ulic czy pod mostami; robiąc to, czyni niewypowiedziane założenie, że niepewność artysty dodana do niepewności modernisty - jak dwa minusy dają plus - w efekcie wytworzy klimat przyjazny dla fajnego lokalsa. i czasem, jak tu, na Rozbrat, ta formuła działa!

poniedziałek, 27 stycznia 2014

warszawa. gender w wielkim mieście.




one nadal tu są! minęło 15 lat, a na ulicach wciąż można zbierać – niczym grzyby w lesie – ulotki agencji towarzyskich. pamiętam zasłane nimi chodniki w ruchliwych punktach stolicy, wyklejone szyby parkujących samochodów oraz równe ich kupki, piętrzące się na parapetach uczęszczanych knajpek. na wydziale działało kilkoro kolekcjonerów obojga płci z zasobnymi klaserami zbiorów do wymiany, a ktoś z mojego roku pisał o nich pracę z antropologii wizualnej.

nie wiem czy napisał i czy zestawiał w niej Warszawę z innymi miastami, ale – mimo wielu miejskich podróży – nigdzie indziej nie trafiłam na podobny fenomen, występujący w tak ogromnej skali. w Gdańsku, poza jednym reklamującym się oficjalnie klubem erotycznym z kwiatem w nazwie oraz lokalem go-go, nie znajdziesz w przestrzeni publicznej żadnej reklamy lokalnych usług seksualnych.

pochylam się więc i z ciekawością oglądam kilka nowych wzorów – bez dotykania, bo mokre! i z genderowym smutkiem konstatuję, że, mimo upływu lat, na zdjęciach same kobiety... oto, kolejny przykład braku równowagi w obszarze miejskiej kultury płci! tu także bez parytetów ani rusz :) 

niedziela, 26 stycznia 2014

warszawa. opadanie płatków.




dzisiaj tylko minus pięć - cały dzień padał śnieg - ludzie zwolnili i uśmiechali się do siebie. i nic nie zostało z mojej ambiwalencji: Nowy Świat był po prostu piękny! jak Białe Miasto w najpiękniejszej szklanej kuli! tylko przytknąć czoło do szkła i gapić się na opadanie płatków…


sobota, 25 stycznia 2014

warszawa. karnawał mrozu.




minus szesnaście przyspiesza krok. tak, że mijając bliźniaczo zakwefionych przechodniów, ledwie zdążam obrzucić ich wzrokiem. botki żwawo przytupują, okutane w getry nogi drobią kroczki, a dłonie, po wykonaniu zadania, momentalnie wracają do kieszeni. każdy spieszy w swoją stronę i nie ma mowy o flanerowaniu, pogaduszkach na rogu czy o długim składaniu się do zdjęcia.

ustrojone karnawałowo ulice rześko mrugają i błyskają poświątecznym blaskiem, aż 2. lutego - podobnie jak najwytrwalszym domowym choinkom - Matka Boska Gromniczna zakończy ich performens.

usta ludzi, rury wydechowe aut, kraty i kratki wentylacyjne produkują chmurki lodowej mgiełki; zamarznięte klamki parzą dłonie, drzwi witryn śpiewnie skrzypią, a w ich szybach kwitnie mróz. amplituda temperatur między zewnętrzem ulicy a wnętrzem sklepów sięga 36 stopni i, w pewnym sensie, jest to różnica pomiędzy żywym a martwym. dlatego każde wnętrze - zwierzęce, ludzkie czy architektoniczne - szczelnie odgradza się od wymagającej zewnętrzności.

...

przykładam lewy policzek do zziębłej, kawiarnianej szyby, a do prawego, kubek z bawarką. i patrzę z mieszanymi uczuciami na strojną ulicę, która kiedyś była moim światem.